Przejdź do głównej zawartości

Mam budżet!! I co dalej?



W poprzednim artykule o prowadzeniu budżetu domowego mówiłem o moim podejściu do tematu finansów osobistych. Jeśli po jego przeczytaniu zacząłeś prowadzić swój pierwszy budżet (a z informacji zwrotnych wiem, że kilka osób zaczęło), to jest mi z tego powodu bardzo miło :)
Załóżmy więc, że prowadzisz budżet, spisujesz wydatki, tniesz niepotrzebne koszty itp. i.. na koniec miesiąca zaczynają pojawiać Ci się nadwyżki. Co z nimi zrobić?
W dzisiejszym artykule podpowiem, jak możesz wykorzystać w ten sposób zaoszczędzone pieniądze oraz podsunę kilka rozwiązań na ich przechowywanie i rozmnażanie.


Oszczędzać czy nie oszczędzać?

Przyznasz, że niezwykle przyjemną sytuacją i świetną nagrodą za całomiesięczną pracę nad liczbami w tabelkach są pieniądze, których nie miałeś, zanim nie zacząłeś prowadzić domowego budżetu. Tym bardziej miło, jeśli sytuacja powtarza się regularnie. Jest duża szansa, że w Twojej głowie może zrodzić się pytanie: co z tym zrobić? I choć mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, to jednak potrafią pomóc w sprawieniu wielu radości, które ostatecznie mogą złożyć się na definicję „szczęścia”, jakkolwiek ktokolwiek to szczęście rozumie.

Mówiąc całkowicie ogólnie, zaoszczędzone pieniądze możesz:

1. Wydać
2. Odłożyć

I tu powstaje dylemat. Z jednej strony pieniądze są po to, żeby je wydawać, z drugiej strony – nikt jeszcze nie został w ten sposób milionerem. Jak zawsze, trzeba spróbować znaleźć złoty środek, bo pójście skrajnie w jednym lub drugim kierunku nie przyniesie niczego dobrego. Dlaczego?

Przykład 1

Wszystkie zaoszczędzone pieniądze regularnie przeznaczasz na konsumpcję. Sprawiasz sobie drobne przyjemności w postaci małych zakupów, wyjść do kina, restauracji, na colę ;) itp. W ten sposób miesiąc w miesiąc trwonisz wszystko, co udało Ci się wypracować w excelu. Jak myślisz, na jak długo starczy Ci motywacji do dalszego prowadzenia budżetu? Przecież zaoszczędzone pieniądze mógłbyś sobie dopisać do innej kategorii, wychodząc co miesiąc „na zero”. A skoro zamykasz miesiąc bez nadwyżek, to po co się dalej męczyć?

Przykład 2

Wszystkie zaoszczędzone pieniądze odkładasz do skarbonki. Wszystkie, co do złotówki. Widzisz, jak z miesiąca na miesiąc rośnie Ci kwota na, powiedzmy, koncie oszczędnościowym. Cieszysz się, że udaje Ci się utrzymać dyscyplinę, widzisz tego efekt. Jak myślisz, jak długo rosnąca liczba w elektronicznym zapisie będzie dawać Ci na tyle dużo satysfakcji, że wytrwasz w postanowieniu trzymania w garści swoich finansów? Na co Ci te oszczędności, skoro nic z nimi nie robisz?

Choć całkiem skrajne, obie sytuacje są dość częstą przyczyną szybkiej rezygnacji z prowadzenia domowego budżetu. W obu sytuacjach zabrakło jednej, bardzo ważnej rzeczy, która sprawia, że możemy ciągnąć ten wózek przez wiele lat, a może nawet do końca życia. Jest to absolutną podstawą wszelkich działań, choć wiele osób o tym zapomina. Otóż..

Musisz mieć cel!

Zarówno w kwestii wydawania pieniędzy, jak i ich gromadzenia, musisz mieć cel. Cel musi być jasno określony, realny i mierzalny – trochę jak ze SMARTem ;)
W kwestii ustalenia celu gromadzenia środków sprawa wydaje się dość prosta – możesz zbierać na wakacje, samochód, wkład własny na mieszkanie, komputer itp. A jaki cel można sobie ustalić na wydawanie pieniędzy? To również bardzo proste, np. „zaoszczędzone pieniądze będę przeznaczał na zakup kolekcjonerskich wydań komiksów”.

Zapytasz pewnie, jaka jest różnica między wydawaniem wszystkich oszczędności na drobne przyjemności, które opisałem wcześniej, a wydawaniem wszystkich oszczędności na przykładowe kupowanie komiksów? Ogromna! Kupowanie komiksów ma jakiś cel – może to być pasja, może to być inwestycja, lub cokolwiek innego, co dla Ciebie będzie mieć wartość. Poza tym, kupując te komiksy, masz je w ręku – widzisz, jak powiększa Ci się kolekcja, możesz ich dotknąć, obejrzeć, pokazać innym itp. A co będziesz miał z regularnego przepuszczania pieniędzy np. na jedzenie na mieście? Chyba, że będą wiązać się z tym miłe wspomnienia spędzonego czasu z bliskimi i to jest dla Ciebie ważne, a zdjęcia z tych spotkań będziesz oglądał z rozrzewnieniem za 20 lat. To inna kwestia. Ale w większości przypadków po prostu tak nie jest.

Wracając do ustalania celu gromadzenia środków. Możesz to zrobić na trzy sposoby:

1. Ustalić kwotę docelową i wysokość miesięcznych „składek”
2. Ustalić kwotę docelową i termin odkładania
3. Ustalić wysokość „składek” i termin odkładania

Przy pierwszym sposobie, znając kwotę celu i kwotę, którą możesz co miesiąc dorzucać do puli, będziesz wiedzieć, kiedy uzbierasz wymaganą kwotę. Ta metoda sprawdzi się w sytuacjach, gdy nie wisi nad Tobą deadline i możesz zrealizować cel wtedy, kiedy uda Ci się uzbierać określoną kwotę.

Przykład

Chcesz kupić nowego laptopa game’ingowy, który kosztuje 5000 zł, miesięcznie możesz odkładać 300 zł. Dzięki tym danym wiesz, że sprzęt będziesz miał za ok. 17 miesięcy.

Opcja druga, znając kwotę celu i termin graniczny, wiesz, ile musisz odkładać co miesiąc, żeby uzbierać określoną kwotę. Ten sposób sprawdzi się, gdy zbierasz na coś, co wiesz, że wydarzy się konkretnego dnia i musisz/chcesz być na to gotowy. Jednocześnie zweryfikujesz, czy Twoje założenie jest realne.

Przykład

Za 3 lata rusza inwestycja budowy osiedla, na którym wymarzyłeś sobie kupić mieszkanie i będziesz potrzebował wkład własny do kredytu w wysokości 20 tys. zł. 3 lata to 36 miesięcy, więc miesięcznie musisz odkładać 555 zł.

Trzecia metoda, dzięki odwróceniu parametrów, pomaga ustalić sam cel gromadzenia środków. Sprawdzi się w sytuacjach, kiedy znasz deadline i jednocześnie wiesz, ile możesz odkładać. Dzięki tym danym będziesz wiedział, na co możesz sobie pozwolić przy ustalaniu celu.

Przykład

Za rok chcesz wyjechać na wakacje, ale nie wiesz, na jakie możesz sobie pozwolić. Wiesz natomiast, że możesz odkładać 500 zł miesięcznie. Mnożąc tę kwotę przez 12 miesięcy, wiesz, że możesz szukać wycieczki w łącznych kosztach nieprzekraczających 6 tys. zł.

Podejrzewam, że stwierdzisz teraz, iż te przykłady są banalne i właśnie straciłeś kilka minut na ich przeczytanie. Zadam Ci więc pytanie – ile razy wykorzystałeś którąkolwiek z nich w procesie planowania wydatków na konkretny cel?:)
Jeśli używasz tych metod (lub ich pochodnych, dopasowanych do konkretnej sytuacji), znasz ich skuteczność i wiesz czemu o nich piszę, prawda? Jeśli jesteś po drugiej stronie barykady – przetestuj chociaż jedną. Gwarantuję, że znacznie ułatwi Ci to zarządzanie Twoimi finansami.

Na co oszczędzać?

Skoro podsunąłem już kilka pomysłów jak oszczędzać, idźmy krok dalej. Nie będę Ci oczywiście mówił, że w tym roku oszczędzasz na komputer, w przyszłym na wakacje, a za 5 lat przydałoby się, żebyś już miał własne mieszkanie ;)
Ale jest coś, co chciałbym zaproponować, a co moim zdaniem jest bardzo przydatne, jeśli nie niezbędne, w rozsądnym podejściu do zarządzania finansami.

1. Fundusz awaryjny

Jak sama nazwa mówi, są to pieniądze przygotowane na wszelkie wypadki, awarie, nieprzewidziane sytuacje itp. Może to być awaria samochodu, lodówki, pralki, telefonu. Może też posłużyć jako zapas, gdy masz finansowo gorszy miesiąc i musisz ratować się ekstra gotówką. Dzięki takiemu funduszowi masz spokojną głowę, że gdy cokolwiek się wydarzy – nie będziesz musiał korzystać z rozwiązań takich jak karta kredytowa czy debet w koncie.
Są różne szkoły tego, jaka to powinna być kwota – ja rekomenduję trzymać zapas odpowiadający Twojej jednomiesięcznej pensji. Fundusz awaryjny powinien być Twoim pierwszym celem gromadzenia środków.

2. Poduszka finansowa

Zaawansowana wersja funduszu awaryjnego. Funkcjonuje na takich samych zasadach, z tym że jest to backup na wypadek utraty źródła dochodu. Ile taka poduszka powinna wynosić? Minimum pół roku, najlepiej pełne 12 miesięcy łącznych kosztów utrzymania. Chodzi o to, żebyś spał spokojnie, cokolwiek złego działoby się u Ciebie w pracy / w Twoim biznesie.
Poduszka finansowa ma jeszcze jedną korzyść, którą już opisywałem w jednym z poprzednich artykułów – otwiera oczy na nowe możliwości i pozwala podejmować bardziej odważne decyzje w obszarze aktywności zawodowej. Mi osobiście taki backup pozwolił powiedzieć przełożonemu, że nie odpowiada mi aktualna forma współpracy i nie zamierzam dalej współpracować na takich zasadach. Nie zamierzał nic zmienić, więc się rozstaliśmy. Nie mógłbym jednak sobie na to pozwolić, gdyby budżet spinał mi się od wypłaty do wypłaty i nie posiadałbym poduszki finansowej równej sześciomiesięcznej pensji.

3. Indywidualne konto emerytalne

Nie mam tutaj na myśli żadnego konkretnego programu emerytalnego, oferowanego przez państwo czy instytucję finansową. Chodzi mi po prostu o to, żebyś myślał o tym, co będzie za X lat, kiedy już przestaniesz pracować zawodowo i zaczniesz pobierać „zapomogę” z ZUSu. Osobiście nie liczę na to, że za 30 lat z pobieranych składek państwo zapewni mi tyle środków do życia, że nie będę musiał obniżać jego standardu do minimum koniecznego do przetrwania kolejnego dnia. Nie muszą to być duże kwoty – bardziej chodzi o systematyczność. Ponownie posłużę się przykładem:

Kowalski ma 30 lat, zarabia 3000 zł, nie odkłada nic na emeryturę, w wieku 65 lat przechodzi na świadczenia od państwa, dostaje 1200 zł miesięcznie – jego standard życia spada o 60%.

Nowak ma 30 lat, zarabia 3000 zł, odkłada co miesiąc 300 zł, w wieku 65 lat przechodzi na emeryturę, dostaje 1200 zł miesięcznie, ale przez 35 lat uzbierał 126 tys zł (nie liczę już ewentualnych stóp zwrotu, odsetek itp., a także inflacji i innych czynników ekonomicznych).

Załóżmy, że Kowalski i Nowak będą żyć do 80. roku życia, czyli jeszcze 15 lat. Tym samym Nowak, rozkładając oszczędności po równo, ma co miesiąc dodatkowe 700 zł, czyli jego standard życia spada o niecałe 40% - co i tak jest dużo (choć teoretycznie potrzeby finansowe na emeryturze są niższe), ale czysto teoretycznie, da się za to wyżyć. Teoria teorią, natomiast praktyka prawdopodobnie będzie wyglądać tak, że Nowak obniży świadomie standard swojego życia i będzie cieszył się spokojną emeryturą, a Kowalski będzie musiał pracować dalej, aby dorobić sobie te kilkaset złotych.

Wolisz być Kowalskim czy Nowakiem?

Gdzie odkładać pieniądze?

Myślę, że nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, że wybór odpowiedniej formy lokowania kapitału będzie zależał od celu, na który pieniądze odkładamy. Bez sensu byłoby kupować akcje spółek z rynku newconnect, jeśli zamierzamy odkładać 6 miesięcy. Z drugiej strony, mało efektywne będzie odkładanie pieniędzy na emeryturę na zwykłym rachunku oszczędnościowym. W co więc powinieneś włożyć swoje oszczędności?
To, co Ci zaraz podpowiem, jest tylko moją propozycją. Nie traktuj tego proszę jako pewnik i najlepsze rozwiązanie, bo takie nie istnieje. Zawsze dopasowuj produkty do swoich potrzeb i nie licz na pomoc tzw. doradców finansowych – niestety w 90% przypadków kierują się tylko wysokością prowizji za sprzedaż danego pakietu rozwiązań lub tym, co czego aktualnie brakuje im to wyrobienia planu.

1. Fundusz awaryjny

Najlepiej jakbyś trzymał te pieniądze na czymś, co zawsze będziesz miał pod ręką, czyli wybierz taki produkt, z którego będziesz mógł w ciągu kilku sekund przerzucić środki np. na swoje konto osobiste, najlepiej bez ponoszenia żadnych kosztów. Niech to będzie najzwyklejsze konto oszczędnościowe powiązane z Twoim kontem głównym. Wiem, że oprocentowanie takich rachunków wynosi zwykle „zero przecinek zero, zero nic”, ale przecież te pieniądze nie mają na celu na Ciebie zarabiać, tylko leżeć i czekać na nieprzewidziane wydatki. Można powiedzieć, że mają być w trybie standby – tak, żebyś jednym kliknięciem mógł z nich skorzystać.
Ważne jednak, żeby były oddzielone od Twojego konta rozliczeniowego, z którego dokonujesz zakupów, płacisz rachunku itp. Jednym zdaniem – najlepiej, żeby były pod ręką, ale żebyś ich nie widział ;)

2. Poduszka finansowa

Jak już wcześniej napisałem, poduszka finansowa jest rozbudowaną wersją funduszu awaryjnego – nadal są to pieniądze, z których możliwe, że będziemy musieli skorzystać w bliższej lub dalszej przyszłości, ale w założeniu jednak ma to być przyszłość dalsza. Również kwota, którą powinieneś mieć na poduszce, będzie kilkukrotnie wyższa niż na funduszu awaryjnym. W związku z tymi dwoma faktami – produkt, na którym będziesz trzymał pieniądze, powinien łączyć w sobie dwie cechy: dostępność i przyzwoite oprocentowanie. Dobrze jednak, żeby produkt był zarazem bezpieczny – raczej nie chciałbyś (po rzuceniu szefowi wypowiedzenia) obudzić się z połową zgromadzonych środków, bo akurat jest korekta na rynku.
Nie może to zatem być ani rachunek oszczędnościowy, ani standardowa lokata, ani giełda papierów wartościowych czy opcje walutowe. Dobrym consensusem w tej sytuacji będzie otwarty fundusz inwestycyjny, oparty o koszyk, dający możliwość osiągnięcia wyższej stopy zwrotu niż na lokacie, ale jednocześnie na tyle bezpieczny, żebyśmy mogli spać spokojnie i nie zaglądać tam codziennie.
Takie parametry posiadają fundusze oparte na rynku dłużnym – czyli lokujące środki w obligacjach, bonach skarbowych itp. instrumentach dających „gwarancję” wypracowania zysku.

Osobiście korzystam z portfela Union Investment, a konkretnie funduszu Unikorona Pieniężny, poprzez platformę mBanku. Fundusz od ponad 20 lat swojego istnienia wypracowuje stabilny zysk rok w rok i ma naprawdę dobrze zdywersyfikowany, bezpieczny portfel inwestycyjny. Link do funduszu znajdziesz w zakładce narzędzia. Uprzedzam, że nie współpracuję z Union Investment i nie otrzymuję od nich żadnego wynagrodzenia za poleconych klientów – po prostu korzystam z ich usług i jestem zadowolony.

3. Indywidualne konto emerytalne

Jak już wspomniałem, można do tego celu wykorzystać programy typu IKE, IKZE i inne oferowane przez banki i tfi. One wszystkie jednak charakteryzują się ograniczoną możliwością dokonywania zmian, np. w portfelu inwestycyjnym, kwocie wpłat, możliwości wypłat itp., co dla mnie jest cechą, która skreśla je na starcie, ponieważ muszę mieć możliwość pełnego dostępu do portfela moich oszczędności/inwestycji. Ponownie zaznaczam, że jest to tylko moje subiektywne podejście – Ty możesz mieć zupełnie inne. Ale do rzeczy..
Odkładanie na emeryturę ma być rozwiązaniem długoterminowym. Opierając się na przykładzie Nowaka i Kowalskiego będzie to ponad 30 lat. Tak długi okres oraz systematyczność wpłat pozwala zminimalizować ryzyko nawet najbardziej agresywnych funduszy, więc w tym przypadku możesz sobie pozwolić na nutkę szaleństwa. Dlaczego?

1. Choć to tylko teoretyzowanie (niektórzy twierdzą, że wróżenie ze szklanej kuli), opierając się na wynikach historycznych, cykle koniunktury powtarzają się co kilka lat. Oznacza to, ze np. możemy mieć 7 lat hossy, później 7 lat bessy, potem znowu 7 lat hossy itd. Istnieje jednak założenie, że wszystko się rozwija, idzie do przodu, tak więc – pomimo tej sinusoidy koniunktury – zawsze jesteśmy wyżej na wykresach niż przy poprzednich cyklach. Inwestując agresywnie i krótkoterminowo możesz więc po prostu nie wstrzelić się w dobry moment. Inwestując agresywnie i długoterminowo, okresowe spadki nie są Ci straszne – skończy się korekta w dół i zacznie ruch do góry. W trakcie kilkudziesięciu lat przerobisz to kilkukrotnie, więc siła oddziaływania cykli się spłaszczy.

2. Systematyczność wpłat również znakomicie dywersyfikuje ryzyko, lecz w inny sposób. Dzięki temu, że dokonujesz małych, ale regularnych wpłat (zamiast jednej dużej), uśredniasz sobie cenę zakupu. Co więcej, gdy wszyscy narzekają, że jest bessa i ich inwestycje tracą na wartości, Ty się cieszysz – za te same pieniądze nabywasz większa ilość jednostek, co zaprocentuje w okresie wzrostów. Poza tym, dzięki regularnym wpłatom uruchamiasz mechanizm procentu składanego (więcej w artykule „Bankowe ABC – Produkty oszczędnościowe”), czyli największego odkrycia ludzkości (przynajmniej według Einsteina J)

Nie chcę Ci polecać konkretnych produktów, bo jest tego naprawdę bardzo, bardzo dużo. Nie jestem też doradcą inwestycyjnym, nie posiadam odpowiednich „papierów” i nie czuję się na siłach, żeby stwierdzić, że ten konkretny produkt będzie dla Ciebie najbardziej odpowiedni. Chcę tylko pokazać Ci możliwości, otworzyć na nowe opcje i może trochę obalić mity dotyczące inwestowania. Nikt nie da Ci gwarancji, że na przestrzeni następnych 30 lat na 100% zarobisz na akcjach amerykańskich, nieruchomościach tureckich czy eksporcie przypraw z Indii ;) Jednak prawdopodobieństwo tego, że w długim terminie przy systematycznych wpłatach zarobisz więcej jest po prostu zdecydowanie większe niż w krótkim terminie przy wpłacie jednorazowej. W związku z tym, jeśli tylko będzie to dla Ciebie odpowiednie, możesz skorzystać z rozwiązań z wyższą gwiazdką ryzyka, niż na przykład wspomniany w poprzednim punkcie UniPieniężny.

Skorzystanie z funduszy otwartych ma jeszcze jedną bardzo ważną zaletę – w każdej chwili możesz wyjść z inwestycji i zmienić ją na inną. Możesz to zrobić w ramach tzw. parasola jednego towarzystwa funduszy inwestycyjnych, dzięki czemu nie poniesiesz żadnych opłat, lub po prostu odkupić jednostki i przenieść środki na zupełnie coś innego. W tym drugim przypadku jednak musisz się liczyć z tzw. „podatkiem Belki”, czyli podatkiem od zysków kapitałowych oraz w niektórych przypadkach prowizją (w Supermarkecie mBanku opłaty za zakup i odkup nie występują), ale jeśli to pozwoli Ci lepiej spać – warto to zrobić :)

Po co Ci to wszystko?

Jestem pewien, że wielu z Was czytając ten artykuł dojdzie do wniosku, że to wszystko jest takie skomplikowane, wymaga tyle pracy i w zasadzie nie widzą sensu robienia tylu rzeczy. No bo po co? Przecież łatwiej jest po prostu cieszyć się pieniędzmi, wydawać na przyjemności itp., bo przecież po to się pracuje, żeby korzystać z życia. Oczywiście, że tak !! Po to właśnie pracujemy, zarabiamy pieniądze, odkładamy, gromadzimy kapitał, prowadzimy budżet i wykonujemy inne rzeczy związane z finansami osobistymi, żeby żyć spokojnie i cieszyć się tym, że możemy sobie pozwolić na realizację pasji, marzeń, celów.

Uwierz mi jednak, że gdy zbudujesz fundusz awaryjny i poduszkę finansową, na wiele rzeczy spojrzysz inaczej. Jeżeli będziesz miał z tyłu głowy to, że cokolwiek by się nie wydarzyło, masz zapewnione pieniądze na kilka miesięcy, pół roku czy rok spokojnego życia, zdecydowanie podniesie się poziom cieszenia się ze wszystkiego co robisz. Porównując to z drugą stroną medalu, obecna praca przynosi Ci więcej frustracji niż radości, ale nie możesz sobie pozwolić na jej rzucenie, bo wiesz, że nie masz żadnego zabezpieczenia finansowego (a może do tego spłacasz kredyty), nawet najlepszy wypad na urlop nie będzie smakował tak samo dobrze, bo nie będzie wolny finansowo. A skoro już wkroczyłem na wody finansowej wolności, nieważne co sądzisz o pieniądzach, ich zarabianiu, gromadzeniu i pomnażaniu, odpowiedz sobie na pytanie: wolisz być biedny czy bogaty?

Pamiętam jak kiedyś, wiele lat temu, rozmawialiśmy o tym, że klasa średnia zanika, a różnice między biednymi a bogatymi będą się coraz bardziej pogłębiać, tak że za 10 lat będą tylko bardzo biedni i bardzo bogaci, więc w której grupie wolałbyś być? Co prawda, przynajmniej w Polsce, aż takich skrajnych dysproporcji jeszcze nie widać, przynajmniej gołym okiem. Patrząc jednak na garstkę, która zarabia setki tysięcy złotych rocznie i ogromną masę Polaków, którzy mają zaległości w spłacie kredytów w wysokości ok. 5 tysięcy złotych.. chyba jednak coś jest prawdziwego w tamtej teorii. Powtórzę więc pyatnie: wolisz być w pierwszej grupie czy drugiej?

Model, który opisałem powyżej nie jest oczywiście moim autorskim podejściem do finansów osobistych, tylko zbiorem najlepszych (moim zdaniem) praktyk, złączonych w całość. Może i wymaga to sporo pracy, na pewno może wymagać od Ciebie wyrzeczeń, ale wierz mi, że efekt jaki osiągniesz zamykając punkt pierwszy i drugi, przekroczy Twoje oczekiwania. A skoro prowadzisz już budżet, czyli odwalasz kawał dobrej roboty – dlaczego nie iść krok dalej? :)

Choć droga do finansowej wolności jest długa (chyba, że zarabiasz zdecydowanie powyżej przeciętnej i trzymasz swoje wydatki w ryzach), to pamiętaj, że realizacja celów punkt po punkcie zawsze Cię do niej przybliża, nie oddala. Sam jestem na tej drodze. Jeszcze wiele zadań przede mną, ale wiem, że osiągnę swój cel. Jak to mawiał pewien amerykański raper „get rich or die tryin” ;)

Powodzenia !! :)

Komentarze