Przejdź do głównej zawartości

"Nie stać mnie na dziecko" - cz. 4


Efekt skali – ten zwrot jako pierwszy przyszedł mi do głowy, gdy spojrzałem na podsumowanie kategorii, które opiszę dziś. Dlaczego? Cena jednostkowa większości produktów jest stosunkowo niska, jednak ich ilość powoduje wygenerowanie całkiem sporej kwoty.
To jest trochę tak, jak magia cen na zakupach w markecie – wydaje Ci się, że bierzesz z półki rzeczy, które kosztują kilka złotych, a przy kasie opada Ci szczęka, gdy pani kasjerka podaje kwotę łączną.
Tak też właśnie wygląda sprawa w grupach produktów: ubranka, pielęgnacja i do szpitala.



Do szpitala

Zacznę może od końca. Kategoria ta powstała jako ostatnia. Co prawda, w sieci można znaleźć wiele spisów rzeczy, które trzeba zabrać ze sobą na porodówkę i później pobyt, ale tak naprawdę każdy szpital rządzi się swoimi prawami i wymaga czegoś innego. Warto więc, po wybraniu szpitala, w którym matka będzie rodzić, uzyskać taką listę np. na izbie przyjęć – dzięki temu jesteśmy w stanie przygotować sobie wszystko, co będzie potrzebne bez późniejszego biegania i niepotrzebnych stresów, a także nie wydawać pieniędzy na rzeczy, które się nie przydadzą.

Zgodnie z listą otrzymaną od szpitala, kategoria ta zawierała:

1. Ubranie dla matki (koszula, szlafrok, klapki, staniki do karmienia etc.)
2. Artykuły pielęgnacyjne (ręcznik, wkładki laktacyjne, podkłady poporodowe, kosmetyki)
3. Przybory do jedzenia
4. Ubranka dla dziecka (śpioszki, body, czapeczki, rożek etc.)
5. Artykuły pielęgnacyjne dla dziecka (pieluszki, oliwki, kremy ochronne, płyn do kąpieli)
6. Artykuły do karmienia (butelki, smoczki, śliniaczki)

Większość z tych rzeczy mieliśmy już ujęte w pozostałych kategoriach, a część po prostu każdy ma w domu – do zamknięcia listy brakowało jedynie: koszul do karmienia, szlafroka, klapków, majtek siateczkowych i podkładów poporodowych.

Najtańsze koszule do karmienia w miarę dobrej jakości znaleźliśmy na allegro, podobnie podkłady poporodowe i majtki siateczkowe – wszystko było kupowane razem z innymi rzeczami od jednego sprzedawcy, więc koszty wysyłki się rozłożyły i jednostkowo stanowiły grosze.

Ceny dobrych szlafroków są dość wysokie, a tak do końca nie wiedzieliśmy, jaka będzie temperatura w szpitalu (niby późna jesień, ale czasem jak kotłownia dopali..) i czy w ogóle będzie potrzebny. Z pomocą, kolejny raz, przyszła babcia, która znalazła całkiem dobry szlafrok w sklepie z odzieżą używaną za kilka złotych. Teraz, kiedy jest już po wszystkim, mogę śmiało stwierdzić, że to była dobra decyzja, żeby nie kupować niczego nowego, bo w szpitalu było gorąco i szlafrok nie został ani razu użyty i drugiego dnia wrócił do domu. Moja partnerka na co dzień i tak nie używa szlafroków, byłyby to więc pieniądze wyrzucone w błoto.

Z klapkami była ciekawa historia, ponieważ nie mogliśmy znaleźć takich totalnie najzwyklejszych gumowanych pod prysznic, które jednocześnie nie kosztowałyby zbyt wiele (podobnie jak szlafrok, po wszystkim trafiły do szafy) i ostatecznie tak się złożyło, że przyjechały do nas z Holandii, gdzie jej brat kupił je za 1 euro :)

Podsumowanie kategorii „do szpitala”:




Ubranka

Wybór ubranek 
jest tematem bardzo indywidualnym. Jeżeli ktoś uznaje tylko zakupy w markowych butikach, musi się liczyć z tym, że wyda prawdziwy majątek (przynajmniej patrząc z mojej perspektywy, jeśli ktoś zarabia „miliony”, będą to dla niego grosze). Ubranka można także kupić w innych sklepach, gdzie cena jest zdecydowanie niższa – choć jakość prawdopodobnie też spada. Jak zawsze, otworem stoją sklepy internetowe, w których para „cena/jakość” potrafi się zbliżyć do siebie na poziomie akceptowalnym. No i oczywiście w odwodzie zostają wspomniane już sklepy z odzieżą używaną – choć oczywiście jest to wybór nie dla każdego. I jest to zrozumiałe, nie każdy chce przerzucać sterty używanych ciuchów fatalnej jakości o specyficznym zapachu, w poszukiwaniu jakiejś perełki. Ale faktem jest, że można się w ten sposób „obkupić” za kilka złotych. 

Jako że jesteśmy osobami, które starają się podejmować racjonalne decyzje zakupowe, a niezaprzeczalnym faktem jest to, że ubranka dla niemowlaka posłużą maksymalnie kilka miesięcy, postanowiliśmy poszukać złotego środka. Podjęliśmy decyzję, że zakupów dokonamy na dwa sposoby:

1. Ubranka, które będą przeznaczone do szpitala, na wyjścia do lekarza itp. kupimy nowe.
2. Ubranka, w których Mieszko będzie przebywał w domu, poszukamy wśród odzieży używanej.

Nie zamierzaliśmy jednak ubranek z punktu pierwszego kupować w butikach, gdzie np. jedna sztuka body kosztuje 50 zł, ale także rzeczy z punktu drugiego musiały być naprawdę dobrej jakości – nie chcieliśmy żeby nasze dziecko chodziło w „szmatach”.

Innym problemem była ilość poszczególnych ubranek – czy wystarczą trzy sztuki każdego rodzaju ubranka, czy może lepiej zabezpieczyć się pięcioma sztukami, a może jest to zdecydowanie za mało? Informacje w sieci były bardzo rozbieżne, więc z zapytaniem udaliśmy się do mojego przyjaciela, który jest w trakcie wychowywania dwójki chłopaków w wieku 1 i 3 lata. Jako, że jest z tematem „na świeżo” stwierdził krótko: „nie kupujcie dużo, niemowlę dużo nie brudzi”. Stanęło więc na maksymalnie trzech sztukach ubranek nowych i tyle ile uda się znaleźć dobrej odzieży używanej. Większość ubranek zakupiliśmy (nie będzie to zaskoczeniem) na allegro, część w odzieży używanej, a część dostaliśmy w prezencie od rodziny. Ze względu na wcześniejszy poród, nie udało też nam się zebrać wszystkiego w trzech sztukach, ale też patrząc z perspektywy trzech tygodni po porodzie, aktualna ilość posiadanych ubranek jest bardziej niż wystarczająca.

Podsumowanie kategorii „ubranka”
(Jako, że na starcie odrzuciliśmy ceny butikowe, w tym wypadku kosztem planowanym była uśredniona cena w innych niemarkowych sklepach, posiadających ubranka dziecięce)


Pielęgnacja

I ostatnia kategoria, czyli wszystkie produkty i akcesoria związane z szeroko rozumianą pielęgnacją noworodka. Umieściliśmy tutaj: pieluszki różnego rodzaju, produkty do kąpieli i kosmetyki.

Jest to kategoria, na której myśleliśmy, że niewiele da się zaoszczędzić i trzeba będzie brać to, co jest w sklepach i w takiej cenie, jaka widnieje na etykiecie. Jednak i w tym przypadku udało się na niektórych produktach „uhandlować” kilka złotych, co w całkowitym podsumowaniu pozwoliło obniżyć koszt planowany o połowę.

Tutaj ponownie prym wiodło allegro w zakresie pieluszek materiałowych i akcesoriów oraz Rossmann w kwestii kosmetyków. Po analizie składów kosmetyków z „górnej półki” okazało się, że praktycznie wszystkie zawierają substancje, których raczej nie powinno stosować się u dorosłych, a co dopiero u niemowląt. Konkretnie chodzi o substancje ropopochodne (np. propylene glikol, parafina, olej mineralny), pochodne formaldehydu i formaliny (np. DMDM hydantoin) oraz parabeny, sztuczne barwniki i konserwanty. Za to w zdecydowanie tańszej linii produktów Babydream – marki własnej Rossmanna – te substancje nie występują. Dlatego pieluszki jednorazowe, płyny do kąpieli, chusteczki nawilżane i oliwki nabyliśmy właśnie w tej drogerii. Dodatkowo wyczekaliśmy aż potrzebne produkty będą objęte promocją (a te pojawiają się dość często) oraz skorzystaliśmy z karty Rossnę, która daje zawsze 3% rabatu na produkty dla matki i dziecka.

Najwyższym jednorazowym kosztem w tej kategorii miał być przewijak. Jednak dzięki kreatywności mojej partnerki, został on wykonany z posiadanych w domu materiałów.

Środka do odkażania pępka niestety nie szło kupić w innym miejscu niż apteka, ale tutaj też udało się zejść z ceny o kilka złotych, dzięki zamówieniu produktu w aptece internetowej i odbiorze w stacjonarnej (na DOZ.pl ceny leków i kosmetyków bywają tańsze o 10-20% w porównaniu do tej samej sieci aptek stacjonarnych).

Podsumowanie kategorii „pielęgnacja”:



I to ostatnia z kategorii skomponowanej przez nas wyprawki dla Mieszka. Podsumowując raz jeszcze wszystkie zakupy, łączne zestawienie kosztów planowanych a rzeczywistych wygląda następująco:


Wydaliśmy więc z własnej kieszeni nieco ponad 700 zł. Od pracodawcy z ZFŚS za urodzenie się dziecka otrzymam jednorazowy bonus w wysokości 500 zł. Od państwa otrzymamy „becikowe” w wysokości 1000 zł. Zatem licząc to wszystko totalnie na „luźno” – zarobiliśmy na urodzeniu Mieszka ponad 700 zł :) A gdybym nie zgapił się z czasem i zdążył w odpowiednim terminie przystąpić do grupowego ubezpieczenia dofinansowywanego przez pracodawcę, otrzymałbym jeszcze dodatkowo 1300 zł i bylibyśmy na plusie ok. 2000 zł.

Oczywiście jest to tylko zabawa w liczby, a wynik ten nie byłby możliwy, gdyby nie ogromne wsparcie ze strony rodziny. Poza tym, gdybyśmy nie mogli sobie pozwolić na takie, a nie inne zakupy, są jeszcze inne możliwości pozyskania niezbędnych rzeczy (np. olx, na którym często ludzie oddają rzeczy za darmo lub za symboliczną kwotę).

Podsumowując ten cykl artykułów, uważam, że powszechnie wygłaszana opinia „nie stać mnie na dziecko” jest tylko kwestią podejścia, dobrego przygotowania się i podejmowania właściwych dla danej sytuacji decyzji.


Może masz inne spojrzenie na kwestię racjonalnego wydawania pieniędzy? Może nie zgadzasz się ze mną co do opisywanych przeze mnie tematów? Może masz inne doświadczenia w tej lub podobnej materii? Jeśli tak, daj mi koniecznie o tym znać w komentarzu.

A jeżeli uważasz, że te artykuły są wartościowe i pomogą rozwiązać czyjś problem – udostępnij je innym.


Ale, ale.. to jeszcze nie koniec. Pozostał mi jeszcze jeden artykuł, który mogę napisać dopiero teraz. Dzięki temu, że Mieszko urodził się cztery tygodnie przed czasem (czyli w trakcie pisania tego cyklu), mam możliwość zestawić to, co sobie zaplanowaliśmy, z tym, co wyszło w rzeczywistości.

Tak więc, już teraz zapraszam na ostatni artykuł z cyklu „nie stać mnie dziecko”, w którym opiszę błędy, jakie popełniliśmy oraz wnioski, jakie udało się wyciągnąć (przydadzą się w razie drugiego dziecka ;) ), a także kilka refleksji z całego okresu ciąży, pobytu w szpitalu oraz pierwszych tygodni maluszka w domu.

Cześć :)

Komentarze