"Nie stać mnie na dziecko" - cz. 2


Wszyscy lubimy kupować nowe rzeczy (oczywiście uogólniam), ale nie wszyscy lubimy wydawać pieniądze. Osobiście (od jakiegoś czasu) nie lubię wydawać pieniędzy – zdecydowanie wolałbym je gromadzić i pomnażać, aż osiągnę swój finansowy cel. Gdy nadejdzie ten dzień, zakupy dla mnie staną się prawdziwą przyjemnością. Przynajmniej tak myślę.
Jednak, póki co, muszę radzić sobie w sytuacji, w której aktualnie się znajduję.
Niestety, przygotowania do narodzin pierwszego dziecka nie mogą się obejść bez zakupów wielu produktów, których z wiadomych przyczyn jeszcze nie posiadamy.
Jak to zrobić, żeby względnie logicznie i bezboleśnie przejść przez proces tzw. „syndromu wicia gniazda” przeczytasz w dzisiejszej części cyklu „nie stać mnie na dziecko”.

Zapraszam :)

Planowanie i kategoryzacja

Większość osób, które zawodowo zajmują się zwiększaniem produktywności działania, dużą uwagę przywiązuje do właściwego procesu planowania. Jako, że sam jestem zwolennikiem pracy nad własną produktywnością (o czym przeczytasz w artykule „pułapka produktywności i inne błędy świeżaka”) i staram się zarażać takim podejściem innych, nie było dla nas – przyszłych rodziców – innej opcji, jak zacząć przygotowania do narodzin właśnie od dobrego zaplanowania niezbędnych wydatków.

Żyjemy w świecie cyfrowym, gdzie Internet jest tak szeroko rozwiniętym medium, że można tam znaleźć odpowiedź na 99% pytań, jakie tylko przyjdą nam do głowy. Wykorzystując więc funkcjonalność wyszukiwarek internetowych, wpisaliśmy w Google hasło „wyprawka dla noworodka”. Proste i logiczne, prawda? I w gruncie rzeczy, na kliknięciu pierwszego lepszego adresu ze strony wyszukania moglibyśmy zakończyć proces planowania, gdyż znaleźliśmy gotową listę potrzebnych rzeczy, podzieloną na kategorie. Jednak nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie kliknęli na kilka innych propozycji w celu porównania sugerowanych przez autorów stron list zakupowych.
Okazało się, że poza takimi rzeczami jak wózek, łóżeczko, ubranka itp., czyli rzeczami dość oczywistymi, listy jednak potrafią dość znacznie różnić się od siebie.

Głównymi różnicami, które jako pierwsze rzucały się w oczy to: wymagana ilość poszczególnych produktów, rodzaj kosmetyków do pielęgnacji dziecka i matki oraz wyprawka wymagana przez szpital, w którym dziecko ma przyjść na świat. Gdybyśmy chcieli kupić wszystko, co znajdowało się na każdej propozycji wyprawki, wydalibyśmy majątek, a później (prawdopodobnie) okazałoby się, że część rzeczy w ogóle nie została wykorzystana lub po prostu można było sobie poradzić z ich mniejszą ilością.

Zapominając więc o dobrodziejstwach Internetu, postanowiliśmy wrócić do starej, sprawdzonej metody, jaką jest wypytanie rodziny i znajomych, którzy już te doświadczenia mieli za sobą. Połączenie tych dwóch działań pozwoliło stworzyć jedną, dość konkretną listę z uśrednioną ilością potrzebnych rzeczy.

Aby było nam łatwiej dokonywać zakupów i jednocześnie nie zagubić się między tym, co już mamy, a tym, co jeszcze potrzebujemy, dokonaliśmy kategoryzacji wyprawki na: karmienie, spanie, pielęgnację, podróżowanie, ubranka i do szpitala.
Oczywiście jest to podział, który dopasowaliśmy do nas i dla nas stanowił ułatwienie przygotowań. W sieci znajdziesz wiele gotowych podziałów (podobnych lub różnych od naszych), jednak to, co możemy Ci polecić, to stworzenie własnej listy i kategorii lub co najmniej modyfikacja tej, która odpowiada Ci najbardziej. Jakby nie patrzeć, każdy z nas jest w innej sytuacji życiowej i funkcjonuje w innym otoczeniu.

Research cenowy

Drugi podział, jaki chcieliśmy zastosować, to podział na miesiące, w których będziemy dokonywać zakupów z określonych kategorii. Jako, że przygotowania rozpoczęliśmy trzy miesiące przed terminem porodu, mieliśmy możliwość rozłożyć sobie wydatki, nie doprowadzając w ten sposób do niepotrzebnego przeciążenia miesięcznego budżetu. Jednak, aby dokonać takiego podziału, musieliśmy znać ceny poszczególnych produktów.
I tutaj często pojawia się dylemat, który ma wpływ na całościowy koszt wyprawki dla noworodka – gdzie dokonywać zakupów? W dość dużym uproszczeniu możemy to zrobić na dwa sposoby:

- kupić wszystko w jednym sklepie z artykułami dziecięcymi, nie patrząc na cenę,
- rozbić zakupy w takich miejscach, w których możemy nabyć produkty najtaniej.

Pierwsze rozwiązanie jest zdecydowanie wygodniejsze i szybsze, ale również bardziej kosztowne, a my staramy się podchodzić do wydatków jak najbardziej rozsądnie, jak to tylko jest możliwe. Co to znaczy?
To, że nie wyobrażamy sobie wydać np. 40-50 zł za jedne śpioszki, które będą używane przez maksymalnie kilka miesięcy, bo dziecko z nich wyrośnie. A takich śpioszków potrzeba w wyprawce co najmniej kilka par. Ponadto te kilka śpioszków za kilkaset złotych stanowi zaledwie kilka procent wszystkich kosztów, jakie musimy ponieść przy przygotowywaniu wyprawki.
Domyślasz się więc, że my wybraliśmy opcję nr dwa. Jednak takie szukanie „okazji cenowych” jest bardzo czaso- i pracochłonne. I tutaj należy się bardzo głęboki ukłon i podziękowania dla mojej drugiej połowy za godziny spędzone przed laptopem na poszukiwaniu cen tych samych produktów w różnych miejscach i grupowaniu zakupów tak, aby nie dokładać zbędnych kosztów. Bez niej nie dałbym rady tak tego ogarnąć.

Pomoc z „zewnątrz”

Jeśli czytałeś część pierwszą tego cyklu wiesz, że w miejscu, w którym mieszkamy nie mamy rodziny, ani zbyt wielu znajomych, więc jesteśmy w zasadzie zdani na siebie. Ale nie zmienia to faktu, że na pomoc najbliższych mogliśmy liczyć, choćby miałaby to być „tylko” pomoc materialna. I oczywiście 
 rodzina nie zawiodła – mimo że nie prosiliśmy o nic, dostaliśmy wsparcie dużo większe, niż mogliśmy się spodziewać.
Ponieważ dowiedzieliśmy się o tym w trakcie sporządzania listy zakupowej, dużą część środków przeznaczyliśmy na inne produkty, dzięki temu mieliśmy możliwość trochę „zaszaleć”, pozwalając sobie na zakup ważniejszych (naszym zdaniem) produktów lepszej jakości, niż początkowo zakładaliśmy.
Dlatego, jeśli wiesz o tym, że otrzymasz jakąś pomoc od najbliższych, nie krępuj się o nią dopytać i uwzględnij te pieniądze w swoim planie wydatków – może się okazać, że dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół produkty, które stanowią lwią część wszystkich kosztów wyprawki, będą zerowe. Tak też było u nas.

Z pomocną dłonią może również przyjść Twój zakład pracy. Nikt z nas nie czyta dokładnie regulaminów ZFŚS, a często się zdarza, że pracodawca poza ustawowym urlopem okolicznościowym może jeszcze dorzucić coś od siebie w takich sytuacjach jak narodziny dziecka czy ślub. Warto więc zajrzeć do działu pomocy socjalnej lub zapytać osoby odpowiedzialne.
Jeszcze inną opcja wsparcia, o której często zapominamy to indywidualne i grupowe ubezpieczenia. Praktycznie w każdym pakiecie ubezpieczeń jest możliwość otrzymania pieniędzy z okazji urodzenia się dziecka. Fakt, na takie ryzyko zwykle nałożony jest okres karencji (najczęściej 9 miesięcy), ale przy ubezpieczeniach grupowych w zakładach pracy takie okresy karencji mogą zostać zniesione lub skrócone – w ramach indywidualnej umowy pracodawcy z ubezpieczycielem.

Podsumowanie

Jeśli chcesz bez większych stresów przygotować się na narodziny dziecka:

1. Zacznij planowanie najpóźniej na 2-3 miesiące przed terminem porodu.
2. Stwórz listę wyprawkową i podziel ją na kategorie.
3. Zrób research cenowy.
4. Dopasuj kolejność kupowania, rozkładając ją na miesiące.
5. Dowiedz się o możliwościach otrzymania dofinansowania na urodzenie się dziecka / porozmawiaj z rodziną.


W następnych artykułach opiszę szczegółowo koszty zakupów poszczególnych kategorii i wyjaśnię czym się kierowaliśmy przy podejmowaniu decyzji. Jednak, żeby zachęcić Cię do zajrzenia do mnie ponownie, już teraz podam dwie kwoty, które mnie osobiście zbiły z nóg – i to dwa razy.

Jak już wiesz, staramy się racjonalnie podchodzić do wydawania pieniędzy, co oznacza, że nie kupimy czegoś, co nie będzie potrzebne lub czegoś, co możemy kupić taniej, przy względnym zachowaniu tych samych funkcjonalności czy jakości. Opierając się na takim podejściu, nasze szacunki co do całościowych wydatków na wyprawkę arkusz kalkulacyjny zliczył na kwotę ok. 4500 zł.

Z jednej strony, patrząc na kredyty, których udzielałem, jest to kwota niewielka. Z drugiej strony, dla wielu rodzin jest to kwota „jednorazowego wydatku”, na którą nie mogą sobie pozwolić. Dla nas były to pieniądze akceptowalne, które mieściły się w posiadanej przez nas poduszce finansowej.

Druga kwota, którą dziś podam jest łączny koszt faktycznie poniesionych przez nas wydatków. Kwota, którą na zakup wyprawki wydaliśmy z własnej kieszeni to.. 500 zł.


Jeśli nadal uważasz, że nie stać Cię na dziecko – zapraszam Cię do kolejnego artykułu, który już za tydzień.

Oczywiście zachęcam do komentowania, lajkowania i dzielenia się cyklem z każdym, kto czeka na swoje pierwsze dziecko, planuje je mieć lub już takowe posiada i chce porównać swoje doświadczenia z naszymi.

Pozdrawiam serdecznie i do następnej środy :)

Komentarze

  1. A co myślisz na oszczędzaniu z zakupami "pakietowymi"? Taka na przykład Wyprawka dla niemowlaka? Na plus darmowa dostawa (można zaoszczędzić ~30-50zł na samych przesyłkach), na minus duża kwota do wydania na raz - ale porównując do konkurencji to ceny za pojedyncze produkty wychodzą nawet niższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszczędzanie na zakupach "pakietowych" ma sens, jeśli faktycznie się na tym oszczędza, a w pakiecie jest to, czego naprawdę potrzebujesz. Jest to na pewno ułatwienie w postaci skrócenia czasu, który przeznaczasz na poszukiwania pojedynczych artykułów.
      My koszty dostaw zamówien internetowych cięliśmy poprzez poszukiwanie jak największej liczby artykułów od jednego sprzedawcy (np. na allegro), przy zachowaniu rozsądnej ceny jednostkowej.

      Usuń

Prześlij komentarz